Mama Gada idzie na łatwiznę

Wypromuj również swoją stronę
zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu

Przecież tyle dzieci czeka na adopcję!

Pisałam już niejednokrotnie, że od dawna miałam mega parcie na posiadanie dziecka. Jeszcze w czasach nastoletnich obstawiałyśmy z koleżankami, że to ja pierwsza się rozmnożę. Jak wiadomo, tak się nie stało (trudno, żeby moje przyjaciółki czekały do mojej trzydziestki, aż raczę być pierwsza), jednak było dla mnie oczywiste, że dzieci mieć chcę i bez nich moje życie nie będzie miało sensu. Jako wczesna nastolatka płynnie przeszłam od wymyślania imion dla hipotetycznego młodszego rodzeństwa do imion przyszłych dzieci. Po jakiś dwóch tygodniach związku z Gadzim tatą ustaliliśmy imię dla naszej przyszłej córki i odłożyliśmy plany prokreacyjne na później.

Mijały lata. Pojawiały się przemyślenia. Mam tendencje do panikowania, toteż pesymistycznie założyłam, że skoro starania zaczynam dopiero około trzydziestki, to łatwo nie będzie i generalnie bez wspomagania się nie uda. Jeszcze zanim do starań przystąpiliśmy, ustaliliśmy z Gadzim tatą, że w razie W zabezpieczamy na naszym koncie kwotę konieczną do przeprowadzenia in vitro.

Dlaczego od razu pomyśleliśmy o in vitro, a nie o adopcji?

Nie, wcale nie dlatego, że miałam jakieś gigantyczne parcie na to, aby być w ciąży, samodzielnie urodzić i wykarmić piersią. Nie, w żadnym razie - w ciąży być nie lubiłam, cesarka była moim wybawieniem, a piersią i tak nie karmiłam.

Nie miałabym jednak też żadnych oporów przed przygarnięciem dziecka do naszej rodziny. Obydwoje z Gadzim tatą mamy adoptowane kuzynostwo i wydaje nam się to sprawą totalnie naturalną. Gdyby coś się stało moim przyjaciołom lub krewnym i ich dzieci potrzebowałyby nowej rodziny, to byłoby dla mnie sprawą oczywistą, że podjęłabym się tego. Ale mam też kilka znajomych pracujących w dwóch różnych domach dziecka i od nich wiem, że wcale te placówki nie są przepełnione dziećmi oczekującymi na nowe rodziny. Większość maluchów ma rodziców, ale niewydolnych wychowawczo, z ograniczonymi prawami. Te dzieci często weekendy i święta spędzają w rodzinnych domach i czekają tylko na korzystny dla nich wyrok sądu, który pozwoli im wrócić do domu rodzinnego. Dzieci, które faktycznie mogą zostać adoptowane wcale wielu nie ma i myślę, że pierwszeństwo do opieki nad nimi powinny mieć osoby, które na biologiczne dzieci nie mają szansy, a przed in vitro mają opory moralne.

Ja nie mam. Nie mają też z in vitro problemu moi rodzice i teściowie, więc nie musielibyśmy tej wiedzy przed nimi ukrywać.

Łatwo krytykować in vitro klerowi, którego problem rozmnażania i tak dotyczyć nie powinien. Łatwo młodym, którzy nie zdążyli zachcieć, a już mieli. Łatwo starszym, którzy swoje już wychowali. Łatwo krytykować tym, którzy do rodzicielstwa mają podejście z cyklu "taka kolej życia" i "będzie co ma być". Rozumiem osoby, które się na to decydują, bo wiem, co to znaczy marzyć o dziecku. Wiem, co to znaczy płakać na wieść o cudzej ciąży. I wiem, jak przeżywa się "żałobę" po nadejściu kolejnej miesiączki...

Los okazał się dla nas łaskawy i ostatecznie zaciążyłam łatwo, lekko i przyjemnie. Miałam jeszcze większe szczęście, bo mam tyle dzieci, ile przebytych ciąż. Gdyby jednak tak się nie stało, po takim czasie z pewnością byłabym już po pierwszej próbie in vitro.

środa, 18 listopada 2015, mama_gada
Tagi: In vitro

Polecane wpisy

  • Przesiadka!

    Jak szaleć, to szaleć! Przesiadamy się z Gadomiłą na bloggera ! Zapraszam serdecznie!

  • Co dało nam rodzicielstwo?

    Ciągle zrzędzę, mamrolę i marudzę, a przecież blog parentingowy powinien być słodkopierdzący! Na tę okoliczność, w ten sylwestrowy poranek, który spędzam samotn

  • Prezentowe pierwsze wrażenia!

    Takiej góry zabawek jak wczoraj, Gaduchna jeszcze nigdy wcześniej nie widziała. Dobrze, że posłuchałam mojego Męża i moim rodzicom zasugerowaliśmy zakup ciuszka

  • Nadzieja

    NADZIEJA - słowo, które dało Nam nowe życie. Chciałabym się z Wami podzielić moim doświadczeniem odnośnie pomocy PSYCHOLOGA. Pochodziłam do tego tematu sceptycz

  • In vitro Wstęp 1

    In vitro  Wstęp I Rozmnażanie i hodowla roślin in vitro (mikrorozmnażanie). Nazwa pochodzi od tego, że do wprowadzania rośliny do warunków in vitro używa

Komentarze
Gość: Zwykła Matka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2015/11/18 10:12:21
Doczekałam się cóki za pomocą inseminacji. łatwo nie było, trwało to długo, kosztowało nas wiele! Teraz nie mam szansy na druga ciążę, myśleliśmy o adopcji, ale przyznam ci szczerze, że o tyle o ile łatwiej nam było chocby o tym myśleć kiedy córki jeszcze nie było, tak teraz jest więcej argumentów na "nie". Nie jesteśmy juz sami i musimy brać pod uwagę uczucia córci.
-
2015/11/18 10:19:52
Twoja córka jest już chyba dość duża? Nie wiem jeszcze, czy zdecydujemy się na drugie dziecko, ale jeśli tak, to też z większą różnicą wieku i podejrzewam, że to może być zawsze dla starszaka trudne. Pewnie łatwiej, kiedy może patrzeć na mamę z brzuszkiem i razem z nią gromadzić wyprawkę, a nie od razu BUM i rozwrzeszczany niemowlak w domu...
-
Gość: kasiulka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2015/11/20 22:35:38
MamoGada- w sumie chyba pierwszy raz się z Tobą nie zgodzę...podczas procedury in vitro zapładniane jest kilka komórek jajowych. Gdy przyjmie się pierwsza komórka to co zrobić z pozostałymi zapłodnionymi komórkami? zabić tzn dokonać aborcji? właśnie to jest kluczowy argument Kościoła jeśli chodzi o zapłodnienie in vitro. Po drugie osoby bezpłodne często są niezdolne do posiadania dzieci przez wrodzone wady genetyczne- podczas in vitro przekazujemy defekt dalej i rodzi się osobnik z tym samym problemem. bezpłodność jest zabezpieczeniem MatkiNatury przed rozprzestrzenianiem defektywnych genów. u dzieci z in vitro częściej występuje siatkówczak oka(10razy częściej), dzieci te częściej rodzą się jako wcześniaki, po invitro ciąża dużo częściej jest bliźniacza( 27razy częściej :bliźniaki są obdarzone większymi wadami rozwojowymi)
i tak- dziecko poczęte metoda naturalna tez może posiadać wady rozwojowe, urodzić się wcześniakiem itp... ale trzeba pamiętać,że in vitro to nie metoda leczenia niepłodności.
I teraz pytanie, jeżeli wiemy że jest dużo większe ryzyko urodzenia dziecka z poważnymi wadami/defektywnymi genami to czy na pewno chcemy poddać się tej procedurze? Mimo, że zaspokoimy chęć posiadania "własnego" potomstwa to obciążymy, prawdopodobnie, potomstwo które także będzie miało w przyszłości podobne problemy z własnym rozrodem.
Oczywiście dzieci po invitro też rodzą się zdrowe- i tego życzę wszystkim którzy zdecydowali się na tę metodę :)