Mama Gada idzie na łatwiznę

Wypromuj również swoją stronę
zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu

Skutek uboczny przebytej ciąży

Nie, ten wpis nie będzie o pozostałych po ciąży kilogramach, nie będzie też o pamiątce na podbrzuszu (btw to poza wpisem o karmieniu butelką, najczęściej czytany wpis u mnie). Ten wpis będzie o schorzeniu, którego nabawiłam się w ciąży i stało się to niejako pod czujnym okiem specjalistów... Tym schorzeniem jest przewlekłe zapalenie zatok.

Wcześniej miewałam epizody z bólem zatok, ale wystarczał mi cirrus i było po sprawie. Potem zaszłam w ciążę i lekarz kazał mi odstawić moje leki antyalergiczne (rozumiałam, że tak trzeba) i dobrał mi zestaw nowych, które miały mi pomóc przetrwać ciążę. Niestety, nie pomogły. Pierwszy raz zapalenia zatok doświadczyłam na początku siódmego miesiąca i według laryngologa był to efekt źle leczonej alergii oraz typowego podobno w ciąży obrzęku nosa. Cóż, obrzęk został mi na stałe...

Za pierwszym razem ból miałam wielką chęć przeczekać, ale niestety nie dałam rady i skończyło się antybiotykiem, który strasznie przeżywałam, bo jakże to, antybiotyk w ciąży! Znajome pocieszały mnie, że również miały w stanie błogosławionym rozmaite infekcje, na które brały antybiotyki i z dziećmi wszystko dobrze, wzięłam więc i ja.

Dalej jednak byłam na tych źle dobranych lekach na alergię, bo alergolog nie widział problemu, stosowałam też, zalecone przez laryngologa płukanie zatok (polecam, daje niesamowitą ulgę). Wskutek problemów wywołanych przez alergię (tachykardii dostałam ja i moja maleńka wewnątrz mnie), trafiłam na patologię ciąży, gdzie dostałam zalecenie brania metocardu do końca ciąży, miałam więc kolejne zmartwienie, bo w ulotce stało: stosować tylko, jeśli jest to bezwzględnie konieczne, czyli na mój chłopski rozum, dla płodu nie za dobre... Lekarze jednak byli zgodni - mam zażywać lek, bo bez niego Gadusia się udusi.

Tydzień przed terminem cięcia znów dopadło mnie zapalenie zatok i tym razem nie zwlekałam, tylko natychmiast udałam się do laryngologa informując go, że za kilka dni mnie tną, a tu problem. Oczywiście znów antybiotyk, którego ostatnią dawkę przyjęłam na dzień przed stawieniem się do szpitala...

Gaduchna, na całe szczęście, mimo tych wszystkich atrakcji, urodziła się zdrowa. Miałam nadzieję, że wraz z końcem ciąży minie mój obrzęk nosa, ja będę mogła przyjmować moje normalne leki, więc przygoda z zatokami się skończy, jednak jakiś miesiąc po porodzie, tuż po tym, jak przyjęłam moją przegraną w próbach karmienia piersią, zachorowałam po raz trzeci... Schemat ten sam, jednak tym razem zamiast moich wyrzutów sumienia były słowa pocieszenia od najbliższych, którzy mówili, że gdybym karmiła, to byłby problem z leczeniem.

Potem miałam pół roku spokoju, więc uśpiło to moją czujność i jakaż byłam zaskoczona, kiedy zimą ubiegłego roku dopadł mnie ból szczęki i nosa, który sprawił, że miałam ochotę samodzielne powyrywać sobie wszystkie zęby. A tutaj do opieki absorbujące niemowlę i mąż z gorączką sięgającą 40 st., nienadający się więc do zajmowania się dziewczynką... Musiałam jakoś przetrwać pełną bólu noc, więc nafaszerowałam się mieszanką leków - szczegółów podawać nie będę, na wypadek gdyby czytali mnie żądni zabawy gimnazjaliści, ale zmieszałam sporą ilość leków zatokowych z przeciwbólowymi. Ból zelżał, natomiast ja wówczas przez 48 godzin nie spałam. Nazajutrz zadzwoniłam do mamy, bo bałam się, że moje trzęsące się ręce nie utrzymają dziecka...

Kilka dni temu mąż zaraził mnie grypą, która po kilku dniach w miarę łagodnie przeszła. Moja radość była jednak przedwczesna - pierwsza fala bólu pojawiła się we wtorkową noc, natomiast od wczoraj umieram. Tradycyjnie jest już grany antybiotyk i próbuję funkcjonować. Zatoki dokuczają mi piąty raz w ciągu niewiele ponad półtora roku. Kolejny raz antybiotyk. I zaraz sobie amputuję szczękę!

czwartek, 17 grudnia 2015, mama_gada

Polecane wpisy

  • Emocje małej dziewczynki

    Gadusia jest nadzwyczaj emocjonalna. To typowa cecha HNB, więc w sumie nic zaskakującego, jednak kiedy przychodzi nam mierzyć z tym w życiu codziennym, bywa to

  • O przeżywaniu cudzej ciąży

    Gdzieś mniej więcej w czasie, gdy osiągnęłam ćwierćwiecze, zapragnęłam mieć córkę. Tzn. córkę chciałam mieć zawsze, ale w tym wieku zachorowałam na początkowe s

  • Świat, na który sprowadziłam Gadusię...

    Jestem białą, heteroseksualną kobietą, która wychowana została w wierze katolickiej. Jestem mężatką, mam dziecko. Aby się poczęło, nie potrzebowałam interwencji

  • Wkrótce ferie

    Początek lutego, a mi się przytrafiło wiosenne przeziębienie. Oj niedobrze, zwłaszcza, że wkrótce ferie i marzył mi się jakiś wyjazd. Wspomniałam ostatnio synow

  • doktór zdrów jest

    (mniej więcej) - przynajmniej według naszego laryngologa. Się pogadało przy okazji. O ile ropa w gardle specjalnie go nie zdziwiła, to wysokością doktorowej pła