Mama Gada idzie na łatwiznę

Wypromuj również swoją stronę
zBLOGowani.pl
niedziela, 26 stycznia 2014

 

Szał wyprawkowy mnie ogarnął.

Ubranek dla Gada przybywa - przyjaciółka poproszona o konsultacje powiedziała: "Kupuj dużo ciuchów, jak najwięcej. Nie będziesz żałować." Więc kupuję, w zdecydowanej większości używki w małodzieciowej kolorystyce. Powiedziała jeszcze, że konieczny będzie laktator, a ja się tego dojenia boję chyba nawet bardziej niż porodu!

Jest już plan jaki wózek, jaki fotelik, nianię ma wybrać Tatuś (elektroniczną, za żywe nianie niech się nie bierze, bo będę piszczeć!).

Ale najfajniejsze są pieluszki. Wielorazowe. Przecudnej urody kieszonki i otulaczki powoli wprowadzają się do szuflady, a ja ciągle przekopuję internety w poszukiwaniu ciekawych wzorów i kolorów. Z pieluchowania niedługo będę mogła się doktoryzować, bo do tematu podchodzę bardzo poważnie i czytam o pieluchach całymi dniami. W pieluchowaniu wielorazowym najważniejsze jest pozytywne nastawienie, a to już mam, więc pół roboty za mną :)

Żeby jednak nie puścić na pieluchy całej wypłaty (chociaż w sumie dlaczego by nie?), postanowiłam się również doedukować z chustonoszenia. Planowałam, że zabawę z chustą zacznę dopiero po kilku miesiącach, jednak teraz zaczynam się skłaniać do wcześniejszego chustowania, bo nawet wózkiem terenowym do pobliskiego lasu raczej nie wjadę. No i zabieram się za czytanie, szukanie, co warto dla takiego nowosmrodka kupić, coby mu się dobrze na mamie wisiało, było zdrowo i przewiewnie. I łatwo na początek, żeby rączek i nóżek nie powyrywać Gadowi...

środa, 22 stycznia 2014

Gad jest nieśmieluch. Na wczorajszym USG pokazał, że ma dwa chude kolana, pięć paluszków u rączki, duży rozdziaw pysia przy ziewaniu i serduszko bijące jak dzwon, jednak miejsc strategicznych pokazać dalej nie chce. Może to z powodu nieobecności przy badaniu Tatusia, a może z odziedziczonej po mamie skromności. Wyprawka więc szykuje się unisex, bo przed zakupami nie umiem i nie chcę się powstrzymywać, a imiona nadal będziemy stosować zamiennie, raz męskie, raz żeńskie. Taki gender.

I od przedwczoraj Gad łaskocze. Strasznie to śmieszne uczucie i podobne zupełnie do niczego. Kotce się to bardzo chyba podoba, bo w nocy uparcie się na mnie układa.

sobota, 18 stycznia 2014

I to wbrew pozorom całkiem często.

Na Gada czeka już cały tłum. Wszyscy się prześcigają w planach, jak będą z nim spędzać czas, czego go nauczą, co mu pokażą. Ja awansowałam do roli królowej, której bliscy starają się na każdym kroku dogadzać, wyręczać etc. Kolejne osoby z rodziny, które informowaliśmy, że nas przybędzie, się wzruszały i nawet u naszych cioć pojawiły się łzy szczęścia. Sprawcę tego zamieszania napominają, żeby o mnie dbał i nie pozwalał się forsować. Analizowany jest mój jadłospis oraz mój wygląd, na podstawie których określana jest płeć Gada. 

Przemiłe są chwile, kiedy w mój rosnący brzuszek wtula się któraś z moich puszystych kotek i serwuje Gadowi swoje kocie mruczanki.

Mieszka we mnie najbardziej wyczekiwany Gad :-)

 

niedziela, 05 stycznia 2014

A ja o tym nie wiedziałam. Nie spodziewałam się tego. Spodziewałam się męczącego trzeciego trymestru, trudów połogu i zarwanych nocy przez najbliższe 5 lat. Nie spodziewałam się takiej jazdy w pierwszym i (wciąż mam nadzieję, że tylko w początkowym jego etapie) drugim trymestrze. 

Na forach czytałam o mamuśkach, które idą na L4 zaraz po zobaczeniu dwóch kresek na teście, niemalże jak tylko przestaną im się trząść kolana po stosunku i uważałam, że ja tak nie zrobię. Że będę sobie pracować do niemal końca ciąży - niemal końca, bo zakładałam, że czerwcowa końcówka będzie ciężka. Przecież na wszystkich filmach ciężarna w początkowym okresie tryska energią i dobrym samopoczuciem, czasem sobie tylko ewentualnie rzygnie z rana, ale wystarczy przepłukać usta i można dalej podbijać świat.

Wylądowałam na L4 w ósmym tygodniu. Pokonał mnie ból. Dawno zapomniane wrzody wróciły i sprawiły, że każdy posiłek powodował, że z bólu się zwijałam. Zwijałam się z bólu, jeśli z posiłku zrezygnowałam. Zaczęło się wymiotowanie po kilka razy na dobę, głównie nocami.

Żeby nie wymiotować w nocy, zaczęłam spać na półsiedząco. Zaczął się okropny ból pleców.

No i migreny. Nic nowego w sumie, ale zawsze mogłam się poratować pigułami i po kilku dniach przechodziło. Teraz trzyma po 3 tygodnie, ustępuje na kilka dni i zabawa zaczyna się od nowa.

Bywały dni, kiedy przez cały dzień nie znajdowałam siły, żeby wstać z łóżka.

Ciężarne w filmach i reklamach wyglądają kwitnąco. Mnie dopadła pryszczyca - stan dotąd raczej mi obcy, bo zawsze miałam skórę suchą, atopową nawet. Oczy mam przekrwione, bo przy ciągłym rzyganiu pękają żyłki. Dobrze, że jest zima (jaka jest, taka jest, ale jednak), bo nie trzeba biegać z gołymi nogami i dzięki temu nie widać, że moje łydki marzą o depilacji, która ciągle jest odkładana na następny dzień. Moje zawsze kolorowe paznokcie ostatnią warstwę lakieru pozyskały w październiku. Brwi wołają o pomstę do nieba.

Do pracy już wróciłam, ale ciągle boli. Czasem umiarkowanie, czasem paraliżująco. Powoli zaczynam ogarniać nasz mały świat, który zaczynał już porastać syfem, mimo usilnych starań mojego męża. Każdego ranka, przed wyjściem do pracy, toczę z sobą bój, żeby się uczesać, minimalnie chociaż podmalować i ukryć ślady zmęczenia i bólu.

 

Moje marzenie o nowym człowieku się spełnia, a ja, zwiewna lelija, w brzydocie swej i bólu mnie paraliżującym czekam na Gada:)

czwartek, 02 stycznia 2014

Gad już wie, że będzie Polakiem.

Dał o tym znać w Sylwestra, kiedy to po 10 dniach przerwy, w 15 tygodniu ciąży, znów zaczęłam rzygać bardziej, niż jakikolwiek znany mi kot. A kotów znam trochę, bo to bardzo sympatyczne, towarzyskie stworzenia. Gad więc już wie, że w Sylwestra i Nowy Rok każdy szanujący się Polak musi cierpieć boleści związane z niesubordynacją swojego organizmu i zadbał, żeby jego mama godnie przeżyła te dni. I nie trzeba do tego nawet kropli alkoholu, więc wychodzi dzięki temu dość ekonomicznie. Chociaż nie wiem, czy rzyganie dobrym, wartościowym jedzeniem w dobie kryzysu, kiedy ludzie nie mają ma chleb, jest takie znowóż ekonomiczne.

 

Nic to, byle nie zwymiotować na służbowy komputer.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Bo Gad jest jeszcze in spe Gadem. Istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, że będzie spokojnym aniołkiem, jednak lepiej przygotować się na poligon :-)

Gad urodzi się za 6 miesięcy, a wyda go na świat stara pierworódka. Na Gada oprócz wymienionej wcześniej oczekuje również Sprawca Całego Zamieszania, roboczo zwany Przyszłym Tatusiem. Nie można również pominąć roli dwóch kotek, które wyczuwają obecność przyszłego towarzysza zabaw...

Póki co za nami pierwszy trymestr, więc można zrobić mały bilans:

- posiadający wszystko, co na tym etapie należy, mały Gad rozwija się podręcznikowo;

- mama Gada od 9 dni już nie rzyga, więc jest nieco mniej odrażająca niż była przez poprzednie tygodnie; edit z 19 tygodnia - rzyga, rzyga.

- mama Gada prawie opanowała atak dawno zapomnianych, i jak sądziła zaleczonych, wrzodów;

- mama Gada, która nigdy z chorobowego nie korzystała, zaliczyła ok.4 tygodnie przeleżane na l4, jednak nie ciurkiem. Obecnie mama Gada ma ambitny plan pracować, dopóki mieści się w drzwiach szacownej instytucji dającej jej zatrudnienie;

- do opanowania zostały migreny, jednak w myśl zasady "gdy boli ząb, to należy go wyrwać", pozostaje już tylko amputacja ślicznej główki gadającej mamy Gada;

- wróć! Mama Gada zdecydowanie śliczna nie jest. Już. Bo oczywiście była, Przyszły Tatuś za byle co przecież by się nie brał. Już nie jest. Brzydnie z każdą minutą. 

- mama Gada jest jednak najszczęśliwszą niewiastą na świecie, bo już niedługo spełni się jej największe marzenie o nieprzespanych nocach, kupkach, zupkach i czym tam jeszcze, i podczas bolesnego porodu wyda na świat Gada. :-)

 

 

1 ... 11